***
Kiedy byłam za drzwiami frontowymi rozejrzałam się dookoła. Nie mogłam znowu zostawić tego wszystkiego i uciec. Zbyt wiele razy uciekałam. Irlandia, Nowy York, Paryż.. I teraz Londyn. Muszę w końcu stawić czoła losowi. Koniec z uciekaniem, koniec raz na zawsze!
Moje życie w końcu zaczęło się układać, tutaj w Londynie z moją przyjaciółką Alex, która nic nie wie..
Rzucając torbę gdzieś pod nogi wbiegłam na górę. Moim celem była czarna szkatułka, którą wyjęłam z dna szafy. Usiadłam na łóżku i ostrożnie ją otworzyłam. Delikatnie wyjęłam pistolet sprawdzając czy magazynek jest pełny.
Niemal podskoczyłam do sufitu, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych. W ekspresowym tempie schowałam broń do szkatułki i ponownie zagrzebałam ją na dnie szafy.
Przeczesałam włosy dłonią i postanowiłam zejść na dół, żeby porozmawiać o tym wszystkim z Alex. Kiedy byłam w połowie drogi, zamarłam. Zobaczyłam Niall'a, który stał w przedpokoju i uśmiechał się do mnie sztucznie. Przełknęłam głośno ślinę rozważając czy nie wrócić do pokoju po pistolet i nie zastrzelić go tu i teraz.
- Oh, Katie jesteś w domu! - radosny głos Alex wypełnił korytarz.
- No, tak wyszło. - mruknęłam piorunując blondyna wzrokiem.
- Kate to Niall, Niall to Kate. - słowa brunetki wypaliły dziury w moich uszach.
Doskonale wiem kto to Alex!
- Cokolwiek. - wzruszyłam ramionami wymijając ich, po czym weszłam do salonu.
Czy się bałam? Oczywiście, że tak! Strach dosłownie wypełniał każdą moją komórkę w organizmie. Przecież On mógł w każdej chwili wyjąć broń i zabić nas bez żadnego problemu, jak zawsze.
Usiadłam na kanapie i próbowałam utrzymać swoje nerwy na wodzy, kiedy oboje usiedli razem ze mną. Muszę przyznać, że należy mi się złoty medal, bo udawało mi się to naprawdę dobrze.
- Więc Katie, siedzisz cały dzień w domu? - zapytała Alex patrząc na mnie porozumiewawczo.
Oh, ty mała suko.
- Nie, w zasadzie to zaraz wychodzę. - skłamałam uśmiechając się w miarę naturalnie.
- Gdzie, z kim? - dopytywała.
Oh, nie udawaj, że Cię to obchodzi!
- Nie twój zasrany biznes, kochanie. - zacmokałam z rozbawieniem patrząc na jej twarz.
Niall zaśmiał się cicho na co od razu zgromiłam go wzrokiem.
- Pieprz się. - syknęła udając zdenerwowaną.
- Z tobą zawsze. - uśmiechnęłam się ironicznie i w tym samym momencie mój telefon zasygnalizował mnie o wiadomości tekstowej.
Od; Justeeeeeeeeeen ♥
Niall Cię namierzył.
Nie pieprz, sherlock'u!
Do; Justeeeeeeeeeen ♥
Siedzę z nim jednym pokoju.
Może nie za mądre posunięcie z mojej strony, ale nie mam zamiaru pieprzyć się z tym tematem.
Omiotłam spojrzeniem Alex i Niall'a którzy o czymś dyskutowali.
Skurwiel, wiem w co gra!
Podniosłam się z miejsca i bez słowa opuściłam salon.
Bez pozdrowień, szmaty.
Złapałam torbę i wyszłam trzaskając drzwiami. Moje nerwy dopiero teraz opadły ale nie na długo, kiedy zobaczyłam czarnego range rovera a raczej osobę z niego wysiadającą.
O nie!
Moją pewność siebie powoli trafiał szlag, kiedy zmniejszał dystans między nami.
Był ubrany dość normalnie. Czarne jeansy z niskim stanem,białe airforce, czarna ramoneska i tego samego koloru t-shirt. Jego włosy były idealnie ułożone a zarost był nieco mniejszy niż wczoraj.
Właśnie teraz mnie olśniło! Przecież mieliśmy iść na kawę.
Cholera, gratulacje Katie.
- Cześć piękna. - uśmiechnął się lekko i włożył dłonie do kieszeni.
- Hej. - bąknęłam uciekając wzrokiem.
Przestań być tak onieśmielający!
- Gotowa? - zapytał pokazując ręką na swój samochód.
- A mam inne wyjście? - mruknęłam nie czekając na odpowiedź. Chyba zrozumiał, że to pytanie retoryczne.
Otworzył przede mną drzwi jak na *kaszle* gentelmana przystało.
Usiadłam na swoim miejscu a za chwile Liam siedział po swojej stronie odpalając silnik.
Cisza która wypełniała auto była denerwująca, bardzo.
- Mogę Cię o coś spytać? - mruknęłam patrząc w okno.
- To zależy. - odpowiedział beznamiętnie.
- Twój zleceniodawca.. - odchrząknęłam. - Nazywał się Trevor O'connor? - dokończyłam przenosząc swój wzrok na sylwetkę chłopaka. Nie wydawał się być poruszony moim pytaniem.
- Tego nie mogę Ci powiedzieć, Kate. - odparł zatrzymując samochód.
Oh, Jasne.
- Lepiej żebyś w to nie brnęła - ostrzegł mnie wysiadając z auta i po chwili otwierał moje drzwi. - Jasne? - zapytał unosząc jedną brew.
- Jasne. - warknęłam idąc w stronę kawiarni.
Wnętrze było przytulne. W odcieniach błękitu i bieli, całkowite przeciwieństwo Coffe Heaven.
Podeszliśmy do lady składając zamówienia.
- Zajmij jakiś stolik. - wymruczał mi do ucha pochylając się nade mną. Skinęłam głową i weszłam wgłąb lokalu wybierając miejsce przy oknie na końcu sali. Usiadłam na jednym z krzeseł, wyciągnęłam swój telefon który brzęczał uporczywie. Odebrałam połączenie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo?
- Kat, zmieniłaś się od ostatniego czasu. Ile minęło? Trzy lata? Mniejsza z tym. Ciekawe bzdury wcisnęłaś Alex, muszę przyznać! Rodzice nie żyją? Dobre!
- Odpieprz się. - wysyczałam czując jak moje mięśnie się napinają.
- Ładna ta twoja Alex.. - zaśmiał się.
- Tylko ją tkniesz to...
- To co? No co mi zrobisz, kicia?
- Odstrzelę Ci łeb przy samej dupie, rozumiesz? Masz ją zostawić w spokoju to sprawa między mną a tobą. - warknęłam zaciskając pięści.
Mam ochotę zabić skurwiela.
W odpowiedzi na moje słowa usłyszałam śmiech i odgłos zakończonego połączenia.
Kurwa!
Warknęłam mocno zaciskając powieki, kiedy je otworzyłam napotkałam intensywne spojrzenie Liama.
O Boże, co jak słyszał rozmowę?
- Wszystko w porządku? - zapytał o dziwo łagodnie.
- Tak wszystko okay. - skłamałam posyłając mu słaby uśmiech.
- Nie kłam. - ostrzegł ostrym tonem.
Oh, sorki już pędzę Ci mówić prawdę!
- Katie, widzę, że coś cię gryzie. - westchnął a ton jego głosu był znowu łagodny.
- Tak, gryzie. Ale nie widzę powodu dla którego miałabym Ci o tym mówić. - odpowiedziałam szorstko.
- Dlaczego jesteś taka uparta?! - warknął zaciskając szczękę. - Daj sobie pomóc. - mruknął drapiąc się w kark.
- Pomóc? - zapytałam z rozbawieniem. - Jeszcze kilkanaście godzin temu chciałeś mnie zabić. - uśmiechnęłam się sztucznie krzyżując ręce na piersi .
Liam spiął się momentalnie a jego oczy pociemniały.
- Chciałem. - warknął. - O ile mi wiadomo to czas przeszły panno Crawford. - parsknął opierając się o krzesło.
- Ale z Ciebie dupek! - westchnęłam z politowaniem kręcąc głową.
- Dupek? Oh, nie tak wulgarnie Katie. - zaśmiał się.
- Wolisz skurwiel? Proszę bardzo. - prychnęłam.
Liam uderzył ręką w stół.
Ups?
- Starałem się być miły Kate, ale do cholery mi tego nie ułatwiasz! - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Mówi się trudno. - wzruszyłam ramionami ciągle patrząc na jego zdenerwowaną twarz.
Chciał coś powiedzieć ale mój telefon zaczął dzwonić.
- Jasne! - zaśmiał się ironicznie odwracając głowę w stronę okna. Zignorowałam jego zachowanie odbierając połączenie.
- Jak to siedzisz z nim w jednym pokoju?! - krzyk Justina był tak głośny, że Liam odwrócił swoją głowę w moją stronę.
- Siedziałam, J. - westchnęłam wystukując palcami jakiś rytm na blacie.
- Gdzie teraz jesteś? - zapytał nieco spokojniej.
- W kawiarni z... - popatrzyłam na Liama i jego ostre spojrzenie - Z kolegą. - dokończyłam gryząc wargę. - Muszę kończyć Justin, pa. - zakończyłam połączenie dalej patrząc na Liama jego wzrok był nieobecny.
Boże, wygląda jak nawiedzony!
Gdy kelner przyniósł nam nasze zamówienia dopiero wtedy "wrócił" do świata żywych.
- Jak chciałeś mnie nazwać przed telefonem? - zapytałam biorąc łyka kawy.
- Suką.Chciałem nazwać Cię zwyczajną suką. - wzruszył ramionami słodząc swoje latte.
- Dzięki.- mruknęłam ma co Liam zakrztusił się swoim napojem.
- Co powiedziałaś? - zapytał wycierając usta.
- Dzięki. - wzruszyłam ramionami. - To dla mnie komplement. - dodałam odstawiając filiżankę na stolik.
Zdziwiony, co kurwa?
- Interesujące. -westchnął pijąc kawe. - Nigdy żadna dziewczyna nie wzięła tego za komplement. - sapnął patrząc w moje oczy.
- Super. - rzuciłam niezainteresowana. - Słuchaj ja muszę iść. Mam parę spraw do załatwienia. - podniosłam się z miejsca strzepując niewidzialny pyłek ze spodni.
- Odwiozę Cię. - zaoferował patrząc na moją sylwetkę.
- Nie, dzięki. Przejdę się. - uśmiechnęłam się lekko. - Pa Liam. - rzuciłam na odchodne po czym wszyłam z kawiarni.
Oczywiście nie miałam żadnych "ważnych spraw" do załatwienia. Miałam poprostu serdecznie dość jego towarzystwa i tej toksycznej atmosfery.
Przeszłam spory kawałek, kiedy ktoś pociągnął mnie za ramie i uderzył w twarz chyba z pięści nie zarejestrowałam tego wiem, że ból był potworny. Moim ciałem zawładnął strach. Upadłam na chodnik i zostałam skopana. Brzuch, plecy, twarz. Jedyne co zdołałam zapamiętać to słowa napastnika.
Przeszłam spory kawałek, kiedy ktoś pociągnął mnie za ramie i uderzył w twarz chyba z pięści nie zarejestrowałam tego wiem, że ból był potworny. Moim ciałem zawładnął strach. Upadłam na chodnik i zostałam skopana. Brzuch, plecy, twarz. Jedyne co zdołałam zapamiętać to słowa napastnika.
" Z pozdrowieniami od Niall'a, dziwko." Po czym zwyczajnie zemdlałam.
Obudziłam się o dziwo w swoim łóżku. Chciałam się podnieść ale ból całego ciała był tak ogromny, że tylko jęknęłam z bólu. Przy moim łóżku momentalnie pojawił się Justin.
- Nie ruszaj się zbyt gwałtownie. - powiedział łagodnie po czym usiadł na łóżku.
- Skąd się tu wzięłam? - zapytałam obracając głowę w stronę przyjaciela.
Justin spuścił głowę patrząc w swoje stopy.
- Znalazłem Cię. - westchnął cicho. - To znaczy widziałem, że kogoś biją.. Ale skąd mogłem wiedzieć, że to ty? - sapnął podnosząc wzrok na moją twarz. - Przepraszam, Katie. - szepnął zagryzając wargi.
- Hej, Juss. - poklepałam go po plecach. - Przecież to nie twoja wina. - uśmiechnęłam się do niego na co chłopak od razu się rozpogodził.
Delikatnie podniosłam się do pozycji siedzącej. Nie było się oczywiście bez syczenia z bólu.
- W skali od jednego do dziesięciu jak bardzo źle wyglądam? - zapytałam krzywiąc się, kiedy Justin pomagał mi stanąć na nogi.
- Um.. Jedenaście. - podrapał się w kark spuszczając wzrok.
Wywróciłam oczami z myślą, że dramatyzował, ale kiedy zobaczyłam się w lustrze.. Cholera miał rację!
Wyglądałam koszmarnie? Tragicznie? Nawet te słowa nie opisywały mojego stanu.
Duże limo pod moim lewym okiem było przerażające nie wspominając o całym sinym prawym policzku. Przełknęłam łzy które zaczęły zbierać się w moich oczach i wcześniej się rozbierając weszłam pod prysznic. Całe moje ciało było w siniakach. Sinoniebieskie plamy rozlewały się po moim brzuchu, żebrach i zapewne plecach.
Po skończonym prysznicu zaczęłam owijać bandażem elastycznym brzuch i żebra aby zniwelować ból w najmniejszym stopniu. Wyszłam z łazienki ubrana w wygodny dres i zobaczyłam... No właśnie nikogo!
Westchnęłam pod nosem biorąc do ręki karteczkę zostawioną przez Justina.
O prace się nie martw, masz wolne do końca tygodnia.
Ps. Musiałem spadać, interesy. xx
Uśmiechnęłam się pod nosem i zdecydowałam się zejść na dół. Czekałam na najgorsze.. Czyli na reakcję Alex.
Kiedy byłam już w kuchni brunetka siedziała i czytała poranną gazetę, więc chciałam niepostrzeżenie otworzyć lodówkę, ale uniemożliwiła mi to moja biała a nawet różowa kotka rasy sfinks, która przebiegła mi pod nogami.
- Jezus! Dixy! - pisnęłam przerażona łapiąc się za klatkę piersiową.
Czy ten kot chce żebym zdechła na zawał?
Najwyraźniej.
Spojrzałam na Alex. Gazeta leżała na stole a dziewczyna przyglądała mi się z przerażeniem w oczach. Dosłownie w sekundzie stała przy mnie.
- Katie! Co Ci się stało? - krzyknęła zdenerwowana.
- Hej Lexi, Ciebie też miło widzieć. - uśmiechnęłam się wyciągając karton soku z lodówki. - Ktoś mnie wczoraj napadł jak wracałam do domu. - powiedziałam spokojnie i pociągnęłam łyk soku. - Nic wielkiego. - wzruszyłam ramionami.
- Po pierwsze, mówiłam Ci tyle razy.. Nie chlej z kartonu - syknęła wyrywając mi z rąk napój.- A po drugie, cholera jasna Katie! Czy ty się słyszysz?! - krzyknęła wymachując rękoma. - Trzeba z tym iść na policję!
Tak jasne Alex, żeby się zorientowali, że mam fałszywe nazwisko, już biegnę!
- Daj spokój, nic mi nie będzie. - parsknęłam.
- Jasne! Trzy razy. - warknęła wstawiając sok z powrotem do lodówki.
- Idę do siebie. - mruknęłam wychodząc z kuchni.
- Chwila! A śniadanie? - krzyknęła za mną.
- Jakoś straciłam apetyt. - odkrzyknęłam zamykając za sobą drzwi.
Świetnie, stało się to, czego najbardziej się obawiałam. Pokłóciłam się z Alex tylko dlatego, że nie zna prawdy...
~*~
Hej kochani!
Mamy trzeci rozdział który przepisywałam i przepisywałam.
No nic! Ważne, że jest!
Bardzo też proszę abyście komentowali rozdział wystarczy emotka a znaczy to dla mnie bardzo wiele.
(przepraszam za jakiekolwiek błędy.)
Much love xoxo
~ Katie.
No wiec tak ♥ Czytam już dużo takich blogów, ale ten mi się wyjątkowo spodobał ♥ Dużo się dzieje, ciągle jest jakaś akcja, chce się ciągle to czytać, ciągle zastanawiam się co wydarzy się dalej. Czekam na nexta, aby jak najszybciej ♥ ~Ola ♥
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, że nie komentowałam poprzednich, ale twoje opowiadanie tak mnie wciągnęło, że chciałam więcej i więcej.
OdpowiedzUsuńRozdział jest świetny. Podoba mi się to, że wiele się dzieje.
Czekam na next :)