środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 2



***


- Nie bój się mnie, Katie. - mruknął podnosząc swój kubek do ust.
- Powiedział najbardziej niebezpieczny człowiek w mieście. - fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
Co ja wyprawiam?
Podniosłam wzrok na jego zdenerwowaną twarz. Miał mocno zaciśniętą szczękę a z oczu niemal wylewała się złość.
Ups..
- Przestań! Nie każdy musi wiedzieć. -wysyczał przez zaciśnięte zęby. - O której kończysz prace? - zapytał nieco łagodniej.
Aha? Biopolarny dupek.
- Kat! Odpowiedz. - warknął.
- Mogę wiedzieć po co Ci...
- Po prostu odpowiedz.- wtrącił mi się w zdanie.
- O wpół do ósmej. - bąknęłam odwracając swój wzrok. Po co ja mu odpowiadam?
- Wpół do ósmej. - powtórzył po czym bez słowa wyszedł.
Jestem oficjalnie.. Przerażona? Tak, to chyba dobre słowo. Nigdy się tak nie bałam, NIGDY!

Godziny mojej pracy zleciały jak za pstryknięciem palca, nim się obejrzałam wyłączałam światła w knajpie i kiedy miałam zamykać drzwi czyjeś dłonie oplotły moją talie. Pisnęłam przerażona i zaczęłam się wyrywać.
- Hej, Katie. Spokojnie! To tylko ja Justin. - głos przyjaciela dotarł do moich uszu.
Zaraz, zaraz... Justin? Przecież On jest w Ameryce..
- Juss! - krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. - Co ty tu robisz? - pisnęłam radośnie patrząc w jego oczy.
- Z tego, co mi wiadomo przytulam przyjaciółkę. - zaśmiał się dźwięcznie. Na co został lekko uderzony w ramię.
- Tęskniłam, dupku. - parsknęłam wtykając mu palce w policzki.
- Ja też. - odpowiedział po czym odsunęliśmy się od siebie.
- Na jak długo zostajesz? - zapytałam kiedy staliśmy na przejściu dla pieszych.
Dowiedziałam się, że zostaje tylko na tydzień niestety naszą rozmowę przerywa telefon Justina. Odbiera po czym tłumaczy się sprawami biznesowymi i odchodzi w przeciwną stronę.
Wizyta chłopaka tak bardzo poprawiła mi humor, że prawie zapomniałam o Liamie i całym incydencie w kawiarni. Ale prawie robi różnice. Mój uśmiech zrzedł kiedy zobaczyłam go wysiadającego z czarnego range rovera.
Oh, pomocy.
Szedł w moją stronę jak burza. Był wściekły. Widziałam to pomimo odległości która nas dzieliła. Zatrzymał się krok ode mnie a ja instynktownie się odsunęłam.
- Cześć piękna. - jego głosy był miły.. Za miły.
- Um.. Hej? - bąknęłam opuszczając głowę w dół.
Poczułam na swojej brodzie jego szorstkie palce. Moja głowa była skierowana w stronę jego oczu.
- Patrz na mnie jak ze mną rozmawiasz, Kate. - rozkazał zimnym tonem. - Kto to był? - zapytał po czym skinął głową w stronę w którą poszedł Justin.
- Co Cię to obchodzi? - mruknęłam patrząc centralnie w jego oczy.
Zdenerwował się.. Ups?
- Po prostu odpowiedz, Katie. - wycedził przez zęby przymykając oczy.
Jezu, co go to obchodzi? Nie jesteś moim ojcem!
- Przyjaciel. - warknęłam z celem wyminięcia go ale chwycił mnie za ramie w połowie kroku.
- Kurwa, puść mnie! - krzyknęłam starając wyrwać się z jego uścisku, jak się domyślacie skończyło się to fiaskiem.
Nie rozumiem, dlaczego on się tak przypieprzył? I dlaczego do mnie?!
- Nie krzycz tak. - mruknął szorstko. - Chodź, idziesz ze mną. - pociągnął mnie w strone swojego auta.
O Jezu, o Boże, o matko! Co on chce zrobić?
Moja głowa wymyśliła kilkaset czarnych scenariuszy, kiedy Liam zamykał drzwi swojego samochodu. Emocje które teraz mi towarzyszyły były tak mocne, że z moich oczu zaczęły spływać łzy. Bałam się do tego stopnia, że płakałam. To. Jakiś. Żart.
Oparłam głowę o szybę co chwila ocierając policzki.
- Mogę wiedzieć dlaczego ryczysz? - brunet zaśmiał się odpalając papierosa, który nie wiadomo skąd znalazł się w jego ustach.
- No nie wiem! Jakiś biopolarny dupek wiezie mnie swoim samochodem Bóg wie gdzie?! - krzyknęłam wymachując przy tym rękami. Liam warknął gardłowo co przykuło moją uwagę.. wyglądał.. Przerażająco? Mocno zaciskał dłonie na kierownice przez co jego kostki zbielały na jego szyi pojawiły się bardzo widoczne żyły. No i  nie zapominając o zaciśniętej szczęce.
- Nazwij mnie tak jeszcze raz to..
- To co? Zabijesz mnie? Proszę bardzo. wszystko mi jedno, psycholu. - warknęłam zaciskając pięści.
- Możesz przestać zachowywać się jak jebana histeryczka?! - Jego głośny krzyk wypełnił wnętrze samochodu na co ja podskoczyłam. - Kurwa, zachowujesz się gorzej niż inne dziewczyny. Co z tobą nie tak?! - wrzasnął zatrzymując samochód. Mocniej zacisnął dłonie na kierownicy i głośno westchnął. Oparł głowę o zagłówek. - Co za dziewczyna. - jęknął chyba do siebie kręcąc głową. - Ustalmy sobie coś. - mruknął kierując swój wzrok na mnie. - Nie zrobię Ci krzywdy... A zamierzałem. - uciął a ja czułam jak moje serce przestaje bić. - A teraz kurwa zamknij się bo próbuje myśleć. - wycedził patrząc przed siebie.
Psychol.
Jego telefon zaczął dzwonić a ja myślałam, że go rozsadzi gdy usłyszał dzwonek.
- Co?... - warknął przykładając telefon do ucha. - No.. Jestem z nią... Co mam zrobić?!... Dobra..- Moje serce biło jak szalone kiedy słyszałam jego rozmowę.
Co tu się kurwa dzieje?
Mogłabym uciec ale strach tak bardzo mnie paraliżuje, że ledwo oddycham. Liam skończył rozmowę po czym spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
Mówiłam, że psychiczny?
- To twój szczęśliwy dzień! - powiedział przez śmiech. - Nie zabije Cię. - dodał łapiąc się za brzuch ze śmiechu.
Zebrałam się na odwagę aby coś powiedzieć.
- D-dlaczego? - zapytałam cicho, zagryzając policzek od wewnątrz.
- Mój zleceniodawca.. Hm, nie żyje. - wzruszył ramionami odpalając silnik. Przełknęłam głośno ślinę. - Nie wiem czemu Ci to kurwa powiedziałem. - pokręcił głową z politowaniem jadąc w kierunku mojego domu.
W sumie.. Gdyby nie jego zachowanie.. Byłby całkiem dobrą partią..
Co? Stop Katie nie myśl tak!
- Dlaczego się nie odzywasz? - zapytał zatrzymując się kilka domów od mojego.
- Żartujesz prawda? - zapytałam zdezorientowana.
- Nie, mówię całkiem poważnie. - wzruszył ramionami.
- Niedawno chciałeś mnie zabić. - szepnęłam wpatrując się w moje splecione dłonie.
- Gdybym chciał to zrobić nie żyłabyś już wtedy na imprezie. - parsknął śmiechem odpalając silnik. - Do zobaczenia, Katie. - dodał gdy wysiadałam z samochodu.
- Oby nie. - mruknęłam po czym pobiegłam w stronę domu.
Co się właśnie wydarzyło ja się pytam?! Liam miał mnie zabić ale tego nie zrobił.. I miał tylko zlecenie.. Kto chce mojej śmierci? To chore! Myślałam, że rozdział pod tytułem "gangsterka" mam za sobą. Widocznie się myliłam..


~*~


Obudził mnie dzwoniący telefon. Głośno jęknęłam odrzucając połączenie i chowając telefon pod poduszkę. Ale chyba w dzień wolny od pracy nie jest mi dane się wyspać bo telefon znowu wydał wibrację tym razem informując mnie o wiadomości. Przesunęłam palcem po ekranie a moim oczom pokazało się okno wiadomości.
Od; Justeeeeeeeeeen ♥
Wstawaj księżniczko! O 12 jestem po Ciebie i idziemy coś zjeść xx
Otworzyłam szerzej oczy kiedy zobaczyłam godzinę. 10;03.
Justin nie żyjesz.
Powoli wstałam z łóżka a zdarzenia z wczorajszego wieczoru uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Na dobrą sprawę nie chce wychodzić z domu.. Boję się, że znowu Go spotkam.. Ale to chore! Nie mogę się ukrywać przed jakimś głupim Hunterem..
Głośno westchnęłam omiatając salon i kuchnie zawistnym spojrzeniem. Panował tu niezły burdel.. Alex, umiesz się postarać nie powiem. Weszłam do kuchni nalewając sobie kawy.
- Uzależnienie od kofeiny to paskudna sprawa. Tak samo jak od nikotyny. - zaśmiałam się ze słów mojej współlokatorki po czym wyjęłam jednego papierosa odpalając go od kuchenki. Komórka w kieszeni moich spodni zawibrowała.
Kto się znowu do mnie dobija?
Od: Liam
Nie myśl sobie za dużo ale dasz się wyciągnąć na kawe? xx
Co ten psychopata sobie wyobraża? Nie rozumiem.
Do: Liam 
Kpisz sobie prawda? Odpieprz się.
Wysłałam wiadomość siadając na blacie. To było chore. On był chory!
Nie czekałam długo na odpowiedź.. Rany, czy on ma jakieś zdolności nadprzyrodzone?
Od: Liam
O 14? Mi pasuje!
Ps. Nie pal w domu, to nie ładnie. xx
Co? Dupek. Inaczej tego nie skomentuje. Dopaliłam papierosa i udałam się do pokoju w celu ubrania się na śniadanie z Justinem.
Stałam przed moją wielką szafą około piętnastu minut. W końcu zdecydowałam się na parę jasnych obcisłych jeansów i czarny top na ramiączkach. Dopełnieniem stroju miały być krótkie trampki, czarna skórzana torba na ramię i kremowy sweterek. Skierowałam się do łazienki biorąc ze sobą wcześniej wybrane rzeczy. Po krótkim czasie wyszłam ubrana i prawie gotowa do wyjścia. Podeszłam do mojej toaletki nakładając lekki makijaż. Spojrzałam na zegarek była 11;50. Mentalnie wręczyłam sobie złoty medal i zeszłam po schodach. Równo o 12 rozległo się pukanie do drzwi.
- Punktualny jak zawszę. Hej. - przywitałam się z Justinem.
- Cześć. - uśmiechnął się. - Gotowa? - zapytał spoglądając do środka.
- Tak chodźmy. - odpowiedziałam zamykając drzwi. Kiedy szliśmy do samochodu mogłam lepiej przyjrzeć się chłopakowi. Był ubrany w szary top z dekoltem w kształcie litery V, czarne jeansy z niskim krokiem i białe buty marki supra. Droga do małej restauracji minęła szybko i wesoło. Podśpiewywaliśmy jakieś stare kawałki które właśnie leciały w radiu.
Rany, jak ja się za tym stęskniłam.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików przy okazji zamawiając coś do picia.
- Musimy porozmawiać. - wypowiedzieliśmy jednocześnie chichocząc przy tym.
- Mów pierwsza. - uśmiechnął się kładąc dłonie na stoliku.
- Więc.. - przygryzłam wargę.. - Nie wiesz czy.. Czy Trevor wyszedł z paki? - bąknęłam spuszczając głowę w dół. Justin przeklną siarczyście pod nosem po czym wciągnął powietrze a po chwili wypuścił je gwałtownie.
- Po to tu jestem. - jęknął przeczesując włosy ręką. - Wyszedł i... Ugh, Katie On chce twojej śmierci. - mruknął cicho mocno zaciskając powieki.
Czułam jak mój żołądek zawiązuje się w supeł. Wczorajszy wieczór wrócił do mnie momentalnie.
- Kat, wiesz, że On Cię znajdzie. - westchnął ściskając moją dłoń. - Musimy zastanowić się co dalej.. - szepnął puszczając moją dłoń.
- Co ja mam zrobić? - zapytałam mocno gryząc wargę.
- Nie wiem mała, ale obiecuje, że coś wymyśle. - uśmiechnął się lekko jakby myślał, że to coś pomoże.
Mylił się! To nic nie pomogło! Trevor jest na wolności i może dorwać mnie w każdej chwili..
- Przepraszam. - szepnął spuszczając wzrok. - Ja Cię w to wciągnąłem. - wymamrotał smutnym głosem.
- Pieprzysz. Wiedziałam w co się ładuje. - warknęłam zirytowana.
Nie mógł ciągle mnie za to przepraszać. Sama wiedziałam w co się pcham!
- Nie przyleciałem tu w interesach.. Tylko żeby Cię ostrzec. - wyznał spoglądając w okno. - On jest silniejszy niż myślisz.. I nie tylko On chce Cię zabić. - dodał patrząc prosto w moje oczy.
- Kto? - zapytałam badając wzrokiem twarz chłopaka.
- Niall.. - odchrząknął drapiąc się w kark. Z wrażenia aż uderzyłam ręką w stół. - Niall i jego ludzie. - dokończył bawiąc się słomką w swoim napoju.
Spuściłam głowę w dół próbując to sobie wszystko poukładać.
Niall, Trevor..
Moja klatka piersiowa zaczęła szybko się poruszać a oczy szczypać w kącikach.
Nie, Katie nie płacz!
Dolna warga zaczęła drgać a po chwili pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
Świetnie, beksa.
- Odwieź mnie do domu. - poprosiłam cicho szlochając.
- Chodź. - objął mnie ramieniem i wyprowadził z knajpy.
Siedząc w samochodzie Justina próbowałam sobie to jakoś poukładać, ale nic z tego nie wyszło.. Za dużo informacji, za dużo złych wieści jak na jeden raz.
Samochód zatrzymał się pod moim domem a Justin w końcu się odezwał.
- Nie płacz.. Coś poradzimy. - uśmiechnął się słabo łapiąc moją dłoń. - Przyjaciele aż po grób, pamiętasz? - zapytał lekko się uśmiechając.
- Przyjaciele aż po grób. - powtórzyłam wysiadając z samochodu.


***


Cześć! Mamy drugi rozdział z czego się cieszę. Mam nadzieje, że wy też ;)
Jeżeli w rozdziale są jakiekolwiek błędy, przepraszam.
much love!
~ Katie xoxo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz