poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 3



***



Kiedy byłam za drzwiami frontowymi rozejrzałam się dookoła. Nie mogłam znowu zostawić tego wszystkiego i uciec. Zbyt wiele razy uciekałam. Irlandia, Nowy York, Paryż.. I teraz Londyn. Muszę w końcu stawić czoła losowi. Koniec z uciekaniem, koniec raz na zawsze! 
Moje życie w końcu zaczęło się układać, tutaj w Londynie z moją przyjaciółką Alex, która nic nie wie..
Rzucając torbę gdzieś pod nogi wbiegłam na górę. Moim celem była czarna szkatułka, którą wyjęłam z dna szafy. Usiadłam na łóżku i ostrożnie ją otworzyłam. Delikatnie wyjęłam pistolet sprawdzając czy magazynek jest pełny.
Niemal podskoczyłam do sufitu, kiedy usłyszałam trzaśnięcie drzwi wejściowych. W ekspresowym tempie schowałam broń do szkatułki i ponownie zagrzebałam ją na dnie szafy. 
Przeczesałam włosy dłonią i postanowiłam zejść na dół, żeby porozmawiać o tym wszystkim z Alex. Kiedy byłam w połowie drogi, zamarłam. Zobaczyłam Niall'a, który stał w przedpokoju i uśmiechał się do mnie sztucznie. Przełknęłam głośno ślinę rozważając czy nie wrócić do pokoju po pistolet i nie zastrzelić go tu i teraz.
- Oh, Katie jesteś w domu! - radosny głos Alex wypełnił korytarz. 
- No, tak wyszło. - mruknęłam piorunując blondyna wzrokiem. 
- Kate to Niall, Niall to Kate. - słowa brunetki wypaliły dziury w moich uszach.
Doskonale wiem kto to Alex!
- Cokolwiek. - wzruszyłam ramionami wymijając ich, po czym weszłam do salonu.
Czy się bałam? Oczywiście, że tak! Strach dosłownie wypełniał każdą moją komórkę w organizmie. Przecież On mógł w każdej chwili wyjąć broń i zabić nas bez żadnego problemu, jak zawsze.
Usiadłam na kanapie i próbowałam utrzymać swoje nerwy na wodzy, kiedy oboje usiedli razem ze mną. Muszę przyznać, że należy mi się złoty medal, bo udawało mi się to naprawdę dobrze. 
- Więc Katie, siedzisz cały dzień w domu? - zapytała Alex patrząc na mnie porozumiewawczo.
Oh, ty mała suko. 
- Nie, w zasadzie to zaraz wychodzę. - skłamałam uśmiechając się w miarę naturalnie.
- Gdzie, z kim? - dopytywała.
Oh, nie udawaj, że Cię to obchodzi!
- Nie twój zasrany biznes, kochanie. - zacmokałam z rozbawieniem patrząc na jej twarz.
Niall zaśmiał się cicho na co od razu zgromiłam go wzrokiem.
- Pieprz się. - syknęła udając zdenerwowaną.
- Z tobą zawsze. - uśmiechnęłam się ironicznie i w tym samym momencie mój telefon zasygnalizował mnie o wiadomości tekstowej.
Od; Justeeeeeeeeeen ♥
Niall Cię namierzył.
Nie pieprz, sherlock'u!
Do; Justeeeeeeeeeen ♥
Siedzę z nim jednym pokoju.
Może nie za mądre posunięcie z mojej strony, ale nie mam zamiaru pieprzyć się z tym tematem.
Omiotłam spojrzeniem Alex i Niall'a którzy o czymś dyskutowali.
Skurwiel, wiem w co gra!
Podniosłam się z miejsca i bez słowa opuściłam salon.
Bez pozdrowień, szmaty.
Złapałam torbę i wyszłam trzaskając drzwiami. Moje nerwy dopiero teraz opadły ale nie na długo, kiedy zobaczyłam czarnego range rovera a raczej osobę z niego wysiadającą.
O nie!
Moją pewność siebie powoli trafiał szlag, kiedy zmniejszał dystans między nami.
Był ubrany dość normalnie. Czarne jeansy z niskim stanem,białe airforce, czarna ramoneska i tego samego koloru t-shirt. Jego włosy były idealnie ułożone a zarost był nieco mniejszy niż wczoraj.
Właśnie teraz mnie olśniło! Przecież mieliśmy iść na kawę.
Cholera, gratulacje Katie.
- Cześć piękna. - uśmiechnął się lekko i włożył dłonie do kieszeni.
- Hej. - bąknęłam uciekając wzrokiem.
Przestań być tak onieśmielający!
- Gotowa? - zapytał pokazując ręką na swój samochód.
- A mam inne wyjście? - mruknęłam nie czekając na odpowiedź. Chyba zrozumiał, że to pytanie retoryczne. 
Otworzył przede mną drzwi jak na *kaszle* gentelmana przystało. 
Usiadłam na swoim miejscu a za chwile Liam siedział po swojej stronie odpalając silnik.
Cisza która wypełniała auto była denerwująca, bardzo.
- Mogę Cię o coś spytać? - mruknęłam patrząc w okno.
- To zależy. - odpowiedział beznamiętnie.
- Twój zleceniodawca.. - odchrząknęłam. - Nazywał się Trevor O'connor? - dokończyłam przenosząc swój wzrok na sylwetkę chłopaka. Nie wydawał się być poruszony moim pytaniem. 
- Tego nie mogę Ci powiedzieć, Kate. - odparł zatrzymując samochód.
Oh, Jasne.
- Lepiej żebyś w to nie brnęła - ostrzegł mnie wysiadając z auta i po chwili otwierał moje drzwi. - Jasne? - zapytał unosząc jedną brew.
- Jasne. - warknęłam idąc w stronę kawiarni.
Wnętrze było przytulne. W odcieniach błękitu i bieli, całkowite przeciwieństwo Coffe Heaven.
Podeszliśmy do lady składając zamówienia.
- Zajmij jakiś stolik. - wymruczał mi do ucha pochylając się nade mną. Skinęłam głową i weszłam wgłąb lokalu wybierając miejsce przy oknie na końcu sali. Usiadłam na jednym z krzeseł, wyciągnęłam swój telefon który brzęczał uporczywie. Odebrałam połączenie i przyłożyłam telefon do ucha.
- Halo? 
- Kat, zmieniłaś się od ostatniego czasu. Ile minęło? Trzy lata? Mniejsza z tym. Ciekawe bzdury wcisnęłaś Alex, muszę przyznać! Rodzice nie żyją? Dobre!
- Odpieprz się. - wysyczałam czując jak moje mięśnie się napinają. 
- Ładna ta twoja Alex.. - zaśmiał się.
- Tylko ją tkniesz to...
- To co? No co mi zrobisz, kicia?
- Odstrzelę Ci łeb przy samej dupie, rozumiesz? Masz ją zostawić w spokoju to sprawa między mną a tobą. - warknęłam zaciskając pięści.
Mam ochotę zabić skurwiela.
W odpowiedzi na moje słowa usłyszałam śmiech i odgłos zakończonego połączenia.
Kurwa!
Warknęłam mocno zaciskając powieki, kiedy je otworzyłam napotkałam intensywne spojrzenie Liama.
O Boże, co jak słyszał rozmowę?
- Wszystko w porządku? - zapytał o dziwo łagodnie.
- Tak wszystko okay. - skłamałam posyłając mu słaby uśmiech. 
- Nie kłam. - ostrzegł ostrym tonem.
Oh, sorki już pędzę Ci mówić prawdę!
- Katie, widzę, że coś cię gryzie. - westchnął a ton jego głosu był znowu łagodny. 
- Tak, gryzie. Ale nie widzę powodu dla którego miałabym Ci o tym mówić. - odpowiedziałam szorstko.
- Dlaczego jesteś taka uparta?! - warknął zaciskając szczękę. - Daj sobie pomóc. - mruknął drapiąc się w kark.
- Pomóc? - zapytałam z rozbawieniem. - Jeszcze kilkanaście godzin temu chciałeś mnie zabić. - uśmiechnęłam się sztucznie krzyżując ręce na piersi .
Liam spiął się momentalnie a jego oczy pociemniały. 
- Chciałem. - warknął. - O ile mi wiadomo to czas przeszły panno Crawford. - parsknął opierając się o krzesło. 
- Ale z Ciebie dupek! - westchnęłam z politowaniem kręcąc głową. 
- Dupek? Oh, nie tak wulgarnie Katie. - zaśmiał się.
- Wolisz skurwiel? Proszę bardzo. - prychnęłam.
Liam uderzył ręką w stół.
Ups? 
- Starałem się być miły Kate, ale do cholery mi tego nie ułatwiasz! - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
- Mówi się trudno. - wzruszyłam ramionami ciągle patrząc na jego zdenerwowaną twarz.
Chciał coś powiedzieć ale mój telefon zaczął dzwonić. 
- Jasne! - zaśmiał się ironicznie odwracając głowę w stronę okna. Zignorowałam jego zachowanie odbierając połączenie.
- Jak to siedzisz z nim w jednym pokoju?! - krzyk Justina był tak głośny, że Liam odwrócił swoją głowę w moją stronę. 
- Siedziałam, J. - westchnęłam wystukując palcami jakiś rytm na blacie. 
- Gdzie teraz jesteś? - zapytał nieco spokojniej.
- W kawiarni z... - popatrzyłam na Liama i jego ostre spojrzenie - Z kolegą. - dokończyłam gryząc wargę. - Muszę kończyć Justin, pa. - zakończyłam połączenie dalej patrząc na Liama jego wzrok był nieobecny.
Boże, wygląda jak nawiedzony!
Gdy kelner przyniósł nam nasze zamówienia dopiero wtedy "wrócił" do świata żywych. 
- Jak chciałeś mnie nazwać przed telefonem? - zapytałam biorąc łyka kawy.
- Suką.Chciałem nazwać Cię zwyczajną suką. - wzruszył ramionami słodząc swoje latte. 
- Dzięki.- mruknęłam ma co Liam zakrztusił się swoim napojem.
- Co powiedziałaś? - zapytał wycierając usta.
- Dzięki. - wzruszyłam ramionami. - To dla mnie komplement. - dodałam odstawiając filiżankę na stolik.
Zdziwiony, co kurwa?
- Interesujące. -westchnął pijąc kawe. - Nigdy żadna dziewczyna nie wzięła tego za komplement. - sapnął patrząc w moje oczy.
- Super. - rzuciłam niezainteresowana. - Słuchaj ja muszę iść. Mam parę spraw do załatwienia. - podniosłam się z miejsca strzepując niewidzialny pyłek ze spodni.
- Odwiozę Cię. - zaoferował patrząc na moją sylwetkę. 
- Nie, dzięki. Przejdę się. - uśmiechnęłam się lekko. - Pa Liam. - rzuciłam na odchodne po czym wszyłam z kawiarni. 
Oczywiście nie miałam żadnych "ważnych spraw" do załatwienia. Miałam poprostu serdecznie dość jego towarzystwa i tej toksycznej atmosfery.
Przeszłam spory kawałek, kiedy ktoś pociągnął mnie za ramie i uderzył w twarz chyba z pięści nie zarejestrowałam tego wiem, że ból był potworny. Moim ciałem zawładnął strach. Upadłam na chodnik i zostałam skopana. Brzuch, plecy, twarz. Jedyne co zdołałam zapamiętać to słowa napastnika.
" Z pozdrowieniami od Niall'a, dziwko." Po czym zwyczajnie zemdlałam.

Obudziłam się o dziwo w swoim łóżku. Chciałam się podnieść ale ból całego ciała był tak ogromny, że tylko jęknęłam z bólu. Przy moim łóżku momentalnie pojawił się Justin.
- Nie ruszaj się zbyt gwałtownie. - powiedział łagodnie po czym usiadł na łóżku.
- Skąd się tu wzięłam? - zapytałam obracając głowę w stronę przyjaciela.
Justin spuścił głowę patrząc w swoje stopy.
- Znalazłem Cię. - westchnął cicho. - To znaczy widziałem, że kogoś biją.. Ale skąd mogłem wiedzieć, że to ty? - sapnął podnosząc wzrok na moją twarz. - Przepraszam, Katie. - szepnął zagryzając wargi.
- Hej, Juss. - poklepałam go po plecach. - Przecież to nie twoja wina. - uśmiechnęłam się do niego na co chłopak od razu się rozpogodził. 
Delikatnie podniosłam się do pozycji siedzącej. Nie było się oczywiście bez syczenia z bólu.
- W skali od jednego do dziesięciu jak bardzo źle wyglądam? - zapytałam krzywiąc się, kiedy Justin pomagał mi stanąć na nogi.
- Um.. Jedenaście. - podrapał się w kark spuszczając wzrok.
Wywróciłam oczami z myślą, że dramatyzował, ale kiedy zobaczyłam się w lustrze.. Cholera miał rację!
Wyglądałam koszmarnie? Tragicznie? Nawet te słowa nie opisywały mojego stanu. 
Duże limo pod moim lewym okiem było przerażające nie wspominając o całym sinym prawym policzku. Przełknęłam łzy które zaczęły zbierać się w moich oczach i wcześniej się rozbierając weszłam pod prysznic. Całe moje ciało było w siniakach. Sinoniebieskie plamy rozlewały się po moim brzuchu, żebrach i zapewne plecach. 
Po skończonym prysznicu zaczęłam owijać bandażem elastycznym brzuch i żebra aby zniwelować ból w najmniejszym stopniu. Wyszłam z łazienki ubrana w wygodny dres i zobaczyłam... No właśnie nikogo!
Westchnęłam pod nosem biorąc do ręki karteczkę zostawioną przez Justina.
O prace się nie martw, masz wolne do końca tygodnia. 
Ps. Musiałem spadać, interesy. xx
Uśmiechnęłam się pod nosem i zdecydowałam się zejść na dół. Czekałam na najgorsze.. Czyli na reakcję Alex.
Kiedy byłam już w kuchni brunetka siedziała i czytała poranną gazetę, więc chciałam niepostrzeżenie otworzyć lodówkę, ale uniemożliwiła mi to moja biała a nawet różowa kotka rasy sfinks, która przebiegła mi pod nogami.
- Jezus! Dixy! - pisnęłam przerażona łapiąc się za klatkę piersiową. 
Czy ten kot chce żebym zdechła na zawał?
Najwyraźniej.
Spojrzałam na Alex. Gazeta leżała na stole a dziewczyna przyglądała mi się z przerażeniem w oczach. Dosłownie w sekundzie stała przy mnie.
- Katie! Co Ci się stało? - krzyknęła zdenerwowana.
- Hej Lexi, Ciebie też miło widzieć. - uśmiechnęłam się wyciągając karton soku z lodówki. - Ktoś mnie wczoraj napadł jak wracałam do domu. - powiedziałam spokojnie i pociągnęłam łyk soku. - Nic wielkiego. - wzruszyłam ramionami.
- Po pierwsze, mówiłam Ci tyle razy.. Nie chlej z kartonu - syknęła wyrywając mi z rąk napój.- A po drugie, cholera jasna Katie! Czy ty się słyszysz?! - krzyknęła wymachując rękoma. - Trzeba z tym iść na policję!
Tak jasne Alex, żeby się zorientowali, że mam fałszywe nazwisko, już biegnę!
- Daj spokój, nic mi nie będzie. - parsknęłam.
- Jasne! Trzy razy. - warknęła wstawiając sok z powrotem do lodówki.
- Idę do siebie. - mruknęłam wychodząc z kuchni.
- Chwila! A śniadanie? - krzyknęła za mną.
- Jakoś straciłam apetyt. - odkrzyknęłam zamykając za sobą drzwi. 
Świetnie, stało się to, czego najbardziej się obawiałam. Pokłóciłam się z Alex tylko dlatego, że nie zna prawdy...


~*~


Hej kochani!
Mamy trzeci rozdział który przepisywałam i przepisywałam. 
No nic! Ważne, że jest!
Bardzo też proszę abyście komentowali rozdział wystarczy emotka a znaczy to dla mnie bardzo wiele.
(przepraszam za jakiekolwiek błędy.)
Much love xoxo
~ Katie.

środa, 15 stycznia 2014

Rozdział 2



***


- Nie bój się mnie, Katie. - mruknął podnosząc swój kubek do ust.
- Powiedział najbardziej niebezpieczny człowiek w mieście. - fuknęłam krzyżując ręce na piersi.
Co ja wyprawiam?
Podniosłam wzrok na jego zdenerwowaną twarz. Miał mocno zaciśniętą szczękę a z oczu niemal wylewała się złość.
Ups..
- Przestań! Nie każdy musi wiedzieć. -wysyczał przez zaciśnięte zęby. - O której kończysz prace? - zapytał nieco łagodniej.
Aha? Biopolarny dupek.
- Kat! Odpowiedz. - warknął.
- Mogę wiedzieć po co Ci...
- Po prostu odpowiedz.- wtrącił mi się w zdanie.
- O wpół do ósmej. - bąknęłam odwracając swój wzrok. Po co ja mu odpowiadam?
- Wpół do ósmej. - powtórzył po czym bez słowa wyszedł.
Jestem oficjalnie.. Przerażona? Tak, to chyba dobre słowo. Nigdy się tak nie bałam, NIGDY!

Godziny mojej pracy zleciały jak za pstryknięciem palca, nim się obejrzałam wyłączałam światła w knajpie i kiedy miałam zamykać drzwi czyjeś dłonie oplotły moją talie. Pisnęłam przerażona i zaczęłam się wyrywać.
- Hej, Katie. Spokojnie! To tylko ja Justin. - głos przyjaciela dotarł do moich uszu.
Zaraz, zaraz... Justin? Przecież On jest w Ameryce..
- Juss! - krzyknęłam i rzuciłam się chłopakowi na szyję. - Co ty tu robisz? - pisnęłam radośnie patrząc w jego oczy.
- Z tego, co mi wiadomo przytulam przyjaciółkę. - zaśmiał się dźwięcznie. Na co został lekko uderzony w ramię.
- Tęskniłam, dupku. - parsknęłam wtykając mu palce w policzki.
- Ja też. - odpowiedział po czym odsunęliśmy się od siebie.
- Na jak długo zostajesz? - zapytałam kiedy staliśmy na przejściu dla pieszych.
Dowiedziałam się, że zostaje tylko na tydzień niestety naszą rozmowę przerywa telefon Justina. Odbiera po czym tłumaczy się sprawami biznesowymi i odchodzi w przeciwną stronę.
Wizyta chłopaka tak bardzo poprawiła mi humor, że prawie zapomniałam o Liamie i całym incydencie w kawiarni. Ale prawie robi różnice. Mój uśmiech zrzedł kiedy zobaczyłam go wysiadającego z czarnego range rovera.
Oh, pomocy.
Szedł w moją stronę jak burza. Był wściekły. Widziałam to pomimo odległości która nas dzieliła. Zatrzymał się krok ode mnie a ja instynktownie się odsunęłam.
- Cześć piękna. - jego głosy był miły.. Za miły.
- Um.. Hej? - bąknęłam opuszczając głowę w dół.
Poczułam na swojej brodzie jego szorstkie palce. Moja głowa była skierowana w stronę jego oczu.
- Patrz na mnie jak ze mną rozmawiasz, Kate. - rozkazał zimnym tonem. - Kto to był? - zapytał po czym skinął głową w stronę w którą poszedł Justin.
- Co Cię to obchodzi? - mruknęłam patrząc centralnie w jego oczy.
Zdenerwował się.. Ups?
- Po prostu odpowiedz, Katie. - wycedził przez zęby przymykając oczy.
Jezu, co go to obchodzi? Nie jesteś moim ojcem!
- Przyjaciel. - warknęłam z celem wyminięcia go ale chwycił mnie za ramie w połowie kroku.
- Kurwa, puść mnie! - krzyknęłam starając wyrwać się z jego uścisku, jak się domyślacie skończyło się to fiaskiem.
Nie rozumiem, dlaczego on się tak przypieprzył? I dlaczego do mnie?!
- Nie krzycz tak. - mruknął szorstko. - Chodź, idziesz ze mną. - pociągnął mnie w strone swojego auta.
O Jezu, o Boże, o matko! Co on chce zrobić?
Moja głowa wymyśliła kilkaset czarnych scenariuszy, kiedy Liam zamykał drzwi swojego samochodu. Emocje które teraz mi towarzyszyły były tak mocne, że z moich oczu zaczęły spływać łzy. Bałam się do tego stopnia, że płakałam. To. Jakiś. Żart.
Oparłam głowę o szybę co chwila ocierając policzki.
- Mogę wiedzieć dlaczego ryczysz? - brunet zaśmiał się odpalając papierosa, który nie wiadomo skąd znalazł się w jego ustach.
- No nie wiem! Jakiś biopolarny dupek wiezie mnie swoim samochodem Bóg wie gdzie?! - krzyknęłam wymachując przy tym rękami. Liam warknął gardłowo co przykuło moją uwagę.. wyglądał.. Przerażająco? Mocno zaciskał dłonie na kierownice przez co jego kostki zbielały na jego szyi pojawiły się bardzo widoczne żyły. No i  nie zapominając o zaciśniętej szczęce.
- Nazwij mnie tak jeszcze raz to..
- To co? Zabijesz mnie? Proszę bardzo. wszystko mi jedno, psycholu. - warknęłam zaciskając pięści.
- Możesz przestać zachowywać się jak jebana histeryczka?! - Jego głośny krzyk wypełnił wnętrze samochodu na co ja podskoczyłam. - Kurwa, zachowujesz się gorzej niż inne dziewczyny. Co z tobą nie tak?! - wrzasnął zatrzymując samochód. Mocniej zacisnął dłonie na kierownicy i głośno westchnął. Oparł głowę o zagłówek. - Co za dziewczyna. - jęknął chyba do siebie kręcąc głową. - Ustalmy sobie coś. - mruknął kierując swój wzrok na mnie. - Nie zrobię Ci krzywdy... A zamierzałem. - uciął a ja czułam jak moje serce przestaje bić. - A teraz kurwa zamknij się bo próbuje myśleć. - wycedził patrząc przed siebie.
Psychol.
Jego telefon zaczął dzwonić a ja myślałam, że go rozsadzi gdy usłyszał dzwonek.
- Co?... - warknął przykładając telefon do ucha. - No.. Jestem z nią... Co mam zrobić?!... Dobra..- Moje serce biło jak szalone kiedy słyszałam jego rozmowę.
Co tu się kurwa dzieje?
Mogłabym uciec ale strach tak bardzo mnie paraliżuje, że ledwo oddycham. Liam skończył rozmowę po czym spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
Mówiłam, że psychiczny?
- To twój szczęśliwy dzień! - powiedział przez śmiech. - Nie zabije Cię. - dodał łapiąc się za brzuch ze śmiechu.
Zebrałam się na odwagę aby coś powiedzieć.
- D-dlaczego? - zapytałam cicho, zagryzając policzek od wewnątrz.
- Mój zleceniodawca.. Hm, nie żyje. - wzruszył ramionami odpalając silnik. Przełknęłam głośno ślinę. - Nie wiem czemu Ci to kurwa powiedziałem. - pokręcił głową z politowaniem jadąc w kierunku mojego domu.
W sumie.. Gdyby nie jego zachowanie.. Byłby całkiem dobrą partią..
Co? Stop Katie nie myśl tak!
- Dlaczego się nie odzywasz? - zapytał zatrzymując się kilka domów od mojego.
- Żartujesz prawda? - zapytałam zdezorientowana.
- Nie, mówię całkiem poważnie. - wzruszył ramionami.
- Niedawno chciałeś mnie zabić. - szepnęłam wpatrując się w moje splecione dłonie.
- Gdybym chciał to zrobić nie żyłabyś już wtedy na imprezie. - parsknął śmiechem odpalając silnik. - Do zobaczenia, Katie. - dodał gdy wysiadałam z samochodu.
- Oby nie. - mruknęłam po czym pobiegłam w stronę domu.
Co się właśnie wydarzyło ja się pytam?! Liam miał mnie zabić ale tego nie zrobił.. I miał tylko zlecenie.. Kto chce mojej śmierci? To chore! Myślałam, że rozdział pod tytułem "gangsterka" mam za sobą. Widocznie się myliłam..


~*~


Obudził mnie dzwoniący telefon. Głośno jęknęłam odrzucając połączenie i chowając telefon pod poduszkę. Ale chyba w dzień wolny od pracy nie jest mi dane się wyspać bo telefon znowu wydał wibrację tym razem informując mnie o wiadomości. Przesunęłam palcem po ekranie a moim oczom pokazało się okno wiadomości.
Od; Justeeeeeeeeeen ♥
Wstawaj księżniczko! O 12 jestem po Ciebie i idziemy coś zjeść xx
Otworzyłam szerzej oczy kiedy zobaczyłam godzinę. 10;03.
Justin nie żyjesz.
Powoli wstałam z łóżka a zdarzenia z wczorajszego wieczoru uderzyły we mnie ze zdwojoną siłą. Na dobrą sprawę nie chce wychodzić z domu.. Boję się, że znowu Go spotkam.. Ale to chore! Nie mogę się ukrywać przed jakimś głupim Hunterem..
Głośno westchnęłam omiatając salon i kuchnie zawistnym spojrzeniem. Panował tu niezły burdel.. Alex, umiesz się postarać nie powiem. Weszłam do kuchni nalewając sobie kawy.
- Uzależnienie od kofeiny to paskudna sprawa. Tak samo jak od nikotyny. - zaśmiałam się ze słów mojej współlokatorki po czym wyjęłam jednego papierosa odpalając go od kuchenki. Komórka w kieszeni moich spodni zawibrowała.
Kto się znowu do mnie dobija?
Od: Liam
Nie myśl sobie za dużo ale dasz się wyciągnąć na kawe? xx
Co ten psychopata sobie wyobraża? Nie rozumiem.
Do: Liam 
Kpisz sobie prawda? Odpieprz się.
Wysłałam wiadomość siadając na blacie. To było chore. On był chory!
Nie czekałam długo na odpowiedź.. Rany, czy on ma jakieś zdolności nadprzyrodzone?
Od: Liam
O 14? Mi pasuje!
Ps. Nie pal w domu, to nie ładnie. xx
Co? Dupek. Inaczej tego nie skomentuje. Dopaliłam papierosa i udałam się do pokoju w celu ubrania się na śniadanie z Justinem.
Stałam przed moją wielką szafą około piętnastu minut. W końcu zdecydowałam się na parę jasnych obcisłych jeansów i czarny top na ramiączkach. Dopełnieniem stroju miały być krótkie trampki, czarna skórzana torba na ramię i kremowy sweterek. Skierowałam się do łazienki biorąc ze sobą wcześniej wybrane rzeczy. Po krótkim czasie wyszłam ubrana i prawie gotowa do wyjścia. Podeszłam do mojej toaletki nakładając lekki makijaż. Spojrzałam na zegarek była 11;50. Mentalnie wręczyłam sobie złoty medal i zeszłam po schodach. Równo o 12 rozległo się pukanie do drzwi.
- Punktualny jak zawszę. Hej. - przywitałam się z Justinem.
- Cześć. - uśmiechnął się. - Gotowa? - zapytał spoglądając do środka.
- Tak chodźmy. - odpowiedziałam zamykając drzwi. Kiedy szliśmy do samochodu mogłam lepiej przyjrzeć się chłopakowi. Był ubrany w szary top z dekoltem w kształcie litery V, czarne jeansy z niskim krokiem i białe buty marki supra. Droga do małej restauracji minęła szybko i wesoło. Podśpiewywaliśmy jakieś stare kawałki które właśnie leciały w radiu.
Rany, jak ja się za tym stęskniłam.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików przy okazji zamawiając coś do picia.
- Musimy porozmawiać. - wypowiedzieliśmy jednocześnie chichocząc przy tym.
- Mów pierwsza. - uśmiechnął się kładąc dłonie na stoliku.
- Więc.. - przygryzłam wargę.. - Nie wiesz czy.. Czy Trevor wyszedł z paki? - bąknęłam spuszczając głowę w dół. Justin przeklną siarczyście pod nosem po czym wciągnął powietrze a po chwili wypuścił je gwałtownie.
- Po to tu jestem. - jęknął przeczesując włosy ręką. - Wyszedł i... Ugh, Katie On chce twojej śmierci. - mruknął cicho mocno zaciskając powieki.
Czułam jak mój żołądek zawiązuje się w supeł. Wczorajszy wieczór wrócił do mnie momentalnie.
- Kat, wiesz, że On Cię znajdzie. - westchnął ściskając moją dłoń. - Musimy zastanowić się co dalej.. - szepnął puszczając moją dłoń.
- Co ja mam zrobić? - zapytałam mocno gryząc wargę.
- Nie wiem mała, ale obiecuje, że coś wymyśle. - uśmiechnął się lekko jakby myślał, że to coś pomoże.
Mylił się! To nic nie pomogło! Trevor jest na wolności i może dorwać mnie w każdej chwili..
- Przepraszam. - szepnął spuszczając wzrok. - Ja Cię w to wciągnąłem. - wymamrotał smutnym głosem.
- Pieprzysz. Wiedziałam w co się ładuje. - warknęłam zirytowana.
Nie mógł ciągle mnie za to przepraszać. Sama wiedziałam w co się pcham!
- Nie przyleciałem tu w interesach.. Tylko żeby Cię ostrzec. - wyznał spoglądając w okno. - On jest silniejszy niż myślisz.. I nie tylko On chce Cię zabić. - dodał patrząc prosto w moje oczy.
- Kto? - zapytałam badając wzrokiem twarz chłopaka.
- Niall.. - odchrząknął drapiąc się w kark. Z wrażenia aż uderzyłam ręką w stół. - Niall i jego ludzie. - dokończył bawiąc się słomką w swoim napoju.
Spuściłam głowę w dół próbując to sobie wszystko poukładać.
Niall, Trevor..
Moja klatka piersiowa zaczęła szybko się poruszać a oczy szczypać w kącikach.
Nie, Katie nie płacz!
Dolna warga zaczęła drgać a po chwili pierwsza łza spłynęła po moim policzku.
Świetnie, beksa.
- Odwieź mnie do domu. - poprosiłam cicho szlochając.
- Chodź. - objął mnie ramieniem i wyprowadził z knajpy.
Siedząc w samochodzie Justina próbowałam sobie to jakoś poukładać, ale nic z tego nie wyszło.. Za dużo informacji, za dużo złych wieści jak na jeden raz.
Samochód zatrzymał się pod moim domem a Justin w końcu się odezwał.
- Nie płacz.. Coś poradzimy. - uśmiechnął się słabo łapiąc moją dłoń. - Przyjaciele aż po grób, pamiętasz? - zapytał lekko się uśmiechając.
- Przyjaciele aż po grób. - powtórzyłam wysiadając z samochodu.


***


Cześć! Mamy drugi rozdział z czego się cieszę. Mam nadzieje, że wy też ;)
Jeżeli w rozdziale są jakiekolwiek błędy, przepraszam.
much love!
~ Katie xoxo

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 1



***


Cała roztrzęsiona podeszłam do Alex i opadłam obok niej na kanapę. Co to do cholery własnie było?!
Kim był ten koleś?
- Um.. zdajesz sobie sprawe kto to był? – zapytała niepewnie brunetka.
- Nie, nie bardzo. – burknęłam czując jak stres schodzi z moich ramion. Alex patrzyła na mnie jak na wariatkę.
Halo? Może mi wreszcie powiesz kto to?!
- To Hunter.. – odpowiedziała na moje niezadane pytanie.
- Nic mi to nie mówi. – wzruszyłam ramionami zakładając kosmyk włosów za uchu
- Nic Ci to nie mówi?! – pisnęła odchylając się ode mnie.
Ona jest chyba taka głupia albo zwyczajnie ogłuchła. Westchnęłam a na moje usta wkradł się lekki uśmieszek
- Przystojny był. – bąknęłam stukając paznokciami o blat.  Spojrzałam na Alex jej oczy były niczym pięciozłotowe monety. Bacznie przypatrywała się na jakiś punkt za mną. Obejrzałam się przez ramie i zobaczyłam ten sam wzrok co kilka sekund temu. Moje serce podskoczyło do gardła a w ustach poczułam straszną suchość.
- Zatańczysz? – to raczej brzmiało jak rozkaz a nie pyanie. Lekko skinęłam głową wstając z miejsca. Brunet złapał mnie za dłoń i zaprowadził na parkiet między tańczących ludzi. Połozył swoje dłonie na mojej talii i przyciągnął mnie do siebie. Wzdrygnęłam się lekko po czym położyłam dłonie na jego karku.
- Wyglądasz bardzo korzystnie w tej sukience Kate. – wyszeptał mi do ucha lekko je przygryzając. Gwałtownie wciągnęłam powietrze na co on się zaśmiał.
- Um.. Dzięki. – bąknęłam przymykając mocno oczy.
Skąd znasz moje imię do cholery?!
Biłam się z myślami kiedy ponownie usłyszałam jego głęboki głos.
- Pewnie zastanawiasz się skąd znam twoje imię Katie. – mruknął.
NO I TO CHOLERNIE, GOŚCIU!
– Po prostu muszę wiedzieć wszystko o swoich ofiarach. – Zaśmiał się gardłowo lekko całując moją szyje. – Jestem Liam. – dodał zostawiając mnie zupełnie samą na środku parkietu.
Dobra, co to kurwa właśnie było?


~*~

To co wydarzyło się trzy dni temu, już dawno przestało mnie obchodzić. Postanowiłam nie mówić o tym Alex bo wiem, że osrałaby się na samą wieść, że znam jego imię. Przewróciłam się na drugi bok z nadzieją, że jeszcze śpię. No ale nadzieja matką głupich.. Przeciągnęłam się głośno ziewając a moje kości strzyknęły znajomo sprawiając mi lekki ból. Skrzywiłam się po czym wstałam z łóżka przerzucając  włosy na lewe ramie. Spojrzałam na zegarek wskazywał 8;09. Zaraz chwila co?! 8;09?!
Poderwałam się z łóżka i szybko wbiegłam do łazienki wykonując poranne czynności. Po drodze wzięłam prysznic i umyłam zęby.
- Jezu nie zdążę, Jezu nie zdążę! – powtarzałam na głos jak jakąś modlitwę wbiegając do pokoju zawinięta w sam ręcznik. Szybko nałożyłam się w bieliznę po czym ubrałam się w jasne jeansy biały top a na ramiona narzuciłam czarny żakiet. Złapałam swoją torbę i zbiegłam po schodach o mało się nie zabijając. Nałożyłam swoje białe trampki.
- ALEX WYCHODZĘ! – krzyknęłam głośno zamykając za sobą drzwi a zaraz po tym truchtałam już do pracy. Co prawda do Coffe Heaven nie miałam daleko, ale z racji, że zaspałam byłam nieźle podenerwowana.  Jasna cholera! Jak meganer kawiarni może zaspać?!
Crawford. Co. Się. Z. Tobą. Dzieje?
Prychnęłam pod nosem na samą siebie po czym pchnęłam drzwi kawiarni.
Jebane dzwoneczki.
- Hej Jason! – krzyknęłam do chłopaka stojącego za ladą. Jak się cieszę, że to On dzisiaj otwierał kawiarnie a nie ja.
- Hej. – blondyn odpowiedział lekko podenerwowany.
- Coś się stało? – zapytałam wchodząc za marmurowy blat. Chłopak wzruszył ramionami wymijając mnie. Ok? To było dziwne..
Rozejrzałam się po dobrze znanym mi miejscu. Ściany w kolorze karmelu idealnie współgrały z brązowymi stołami i jasnymi skórzanymi kanapami. Na ścianach wisiały obrazy w kolorze bieli i brązu co dopełniało całe wnętrze.
Westchnęłam kierując się na zaplecze. Moim oczom ukazały się drzwi z tabliczką „Dla personelu” nacisnęłam na klamkę a drzwi ustąpiły. Sięgnęłam na jedną z półek po firmowego laptopa po czym wróciłam na sale siadając przy stoliku naprzeciwko okna. Dzwoneczki znowu zabrzęczały a ja zobaczyłam uśmiechniętą Kylie.
- Hej Katie! – pisnęła radośnie energicznie mi machając.
- Cześć. – uśmiechnęłam się do niej włączając laptopa.
- Kawy? – zapytała wieszając swój płaszczyk na wieszaku.
- O rany! Uratujesz mi tym życie! – odparłam na co Kylie wybuchła śmiechem.
Po dziesięciu minutach na moim stole stała pyszna latte którą wręcz uwielbiałam. Od razu pociągnęłam z filiżanki mocny łyk co rozbudziło moje zmysły. Zaczęłam zawzięcie grzebać w dokumentach firmy gdy mój telefon wydał z siebie krótką wibracje. Przeciągnęłam palcem po ekranie aby odczytać wiadomość.
Od; Unknown.
Wyglądasz seksownie kiedy się spieszysz, Kat. Masz uroczą bliznę na pupie muszę przyznać. x
Moje oczy otworzyły się szeroko.
Co do kurwy?!
Głośno przełknęłam ślinę rozglądając się po kawiarni. Nikogo oprócz Kylie nie było na sali.
Do; Unknow.
Słucham? Kim ty jesteś żeby pisać mi takie rzeczy?!
Chwilę się zastanowiłam po czym kliknęłam wyślij. Niemal natychmiast dostałam odpowiedź na co mój żołądek skręcił się boleśnie.
Od; Unknown.
Nie wiesz kim jestem? Oh, i przestań się tak rozglądać nie zobaczysz mnie! X
O chuj.. Ma ktoś może majtki na zmiane? Bo chyba właśnie zesrałam się ze strachu.
Jeszcze raz omiotłam kawiarnie spojrzeniem. Ludzi przybyło więc to gówno mógł mi pisać każdy. KAŻDY!
Katie. Spokojnie ogarnij się.
Do; Unknown.
Skąd masz mój numer i kim jesteś do cholery?!
Nacisnęłam wyślij po czym schowałam telefon do kieszeni. Odniosłam komputer na swoje miejsce i oznajmiłam Kylie, że idę zapalić. Wyciągnęłam papierosa z paczki i odpaliłam go. Smak nikotyny i mięty rozległ się w mojej buzi. Telefon w mojej kieszeni zawibrował a ja z frustracją wypuściłam dym nosem.
Od; Unknown.
Kurwa, Katie! Wyglądasz tak cholernie pociągająco z tym papierosem w buzi.. Ugh, nie wspominałem, że muszę wiedzieć wszystko o swoich ofiarach? Xx
Papieros wypadł mi z budzi a świat zaczął wirować.
To ten psychol Hunter. Cudownie!
Zdenerwowana wróciłam do środka. Musiałam wyglądać tragicznie ponieważ jakaś starsza pani zapytała mnie czy wszystko dobrze. Zapewniłam ją, że wszystko jest ok.
ALE KURWA NIE JEST!
Ponownie wyjęłam telefon odpisując na sms.
Do; Unknown.
ODPIEPRZ SIĘ ODE MNIE!
Nacisnęłam wyślij. Chwile stałam przy ladzie dyskutując z Kylie o nowym menu kawiarni.
Dzwoneczki zabrzęczały a w drzwiach stał ON.
O. MÓJ. JEZU.
Przełknęłam głośno ślinę wracając wzrokiem do Kylie.
- Idę dalej pracować. – zaśmiałam się nerwowo. Dziewczyna podała mi plik kartek na których było zawarte nowe menu. Musiałam zatwierdzić i odrzucić niektóre propozycję. Powędrowałam powrotem na swoje dawne miejsce i starałam się skupić na robocie. Ale nie mogłam. Och dlaczego? Bo przy ladzie właśnie stał Liam odbierający swoją kawę i kierował się.. W MOJĄ STRONĘ?! CO?
Boże, Katie nie panikuj.. Dobra panikuj!
- Mogę się dosiąść? – zapytał ostrym tonem. Spojrzałam w górę i napotkałam to samo spojrzenie co kilka dni temu. Moje ciało całe się spięło a głos uwiązł mi w gardle.
- Czego chcesz? – zapytałam kiedy siadł naprzeciw mnie.
- Ciebie, Katie. – odparł z ironicznym uśmiechem.
Matko, czy jest na sali lekarz?!


~*~


Witam, witam.
Mamy pierwszy rozdział!
Kto się cieszy? Bo ja napewno! 
rozdziały będą się pojawiać różnie raz na tydzień lub na dwa. 
Pytania? 
ask
twitter.
MUCH LOVE!
~ Katie xoxo.
PS. Nie wiem kiedy będę mieć szablon za co bardzo przepraszam.

sobota, 4 stycznia 2014

Prolog


~*~

Siedziałam na jednym ze stołków barowych czekając aż barman poda mi moje dwa drinki i będę mogła spokojnie wrócić do mojej przyjaciółki - Alex. Kiedy już to nastąpiło odwróciłam się na pięcie skupiając całą uwagę na szklankach z napojem. Niestety moja koordynacja ruchowa nie jest najlepsza. Potknęłam się o własne nogi i całą zawartość kieliszków wylałam na kogoś.
- O chryste! Przepraszam bardzo! - pisnęłam a w oddali zobaczyłam Alex tarzającą się ze śmiechu. Jasne! Śmiej się do woli! Jej mina spoważniała gdy zobaczyła na kim wylądowała zawartość mojego zamówienia. Podniosłam wzrok i zobaczyłam twarz chłopaka z lekkim zarostem. Jego włosy były postawione na lakier i zaczesane do tyłu. Jego usta były w dziwnym grymasie a szczęka odznaczała się nieco. Wnioskuję, że zaciskał zęby. Ubrany był w biały t-shirt który idealnie opinał jego ramiona. Przez materiał było widać kilka jego tatuaży. Na swoich biodrach miał lekko zwisające czarne jeansy z niskim krokiem a na jego stopach gościły białe air force.
Spojrzałam w jego oczy i od razu tego pożałowałam. Były ciemne wręcz czarne i można było zobaczyć w nich gniew. Głośno przełknęłam ślinę i zaczęłam się wiercić pod wpływem jego intensywnego spojrzenia. Kurwa, psycholu nie gap się tak na mnie!
- Następnym razem bądź ostrożniejsza, Kat. - warknął a ton jego głosu sprawił, że zadrżałam. Wyminął mnie a do mnie dopiero po chwili dotarło co się właśnie stało.. I chwila! Skąd on do cholery znał moje imię?!

***
Od autorki: 
Hej misie ;) mamy prolog ale niestety nie mam szablonu i cały blog wygląda jak wygląda hm, czyli chujowo.
No nic, jutro postaram się dodać pierwszy rozdział a tym czasem bless ya.
Much love. 
~ Katie.

hunter - zwiastun.